jump to navigation

Wolny Srybet kwiecień 8, 2008

Posted by kiju in Uncategorized.
Tags: , , , , ,
trackback

Ostatnio bardzo modna okazuje się być cała idea walki o niepodległość etc. Jak grzyby po deszczu wyrastają chętni, którzy chcieliby by komuś pomóc, wyrastają nowe państwa, rusza kolejna misja stabilizacyjna… Na tle tego pojawia się oczywiście kwestia Tybetu. Mogłem bronić Albanii, powiedzieć coś o Czeczenach, ale na bunt w sprawie Tybetu mnie nie stać…

Pominę kwestię zdrowego rozsądku. Nie będę mówił o protestujących, którzy zapomnieli chyba na czym polega idea olimpiady. Nie powiem o tym, że sport ma być ponad polityczny i ponad podziałowy, że ma jednoczyć w jednym konkretnym celu. Nie wspomnę też o tym, że sportowcy nie są winni ani ustrojowi, ani poczynaniom władz Chińskiej Republiki Ludowej. Nie zamierzam nawet zawracać sobie głowy tym, że nie wiele z piękną ideą ma dla mnie rzucanie się demonstrantów na kobietę na wózku inwalidzkim, która musi przed nimi ochraniać znicz.  W końcu  nie  napomknę  nawet o  owym zniczu , który za cel objęli sobie owi demonstranci , ponieważ każdy wie, że zgaszony znicz = wolny Tybet.Znicz w Paryżu

Powiem tylko o tej hipokryzji na około, która z dnia na dzień mnie wkurza coraz bardziej. Każdemu, kto oburza się na Pekin proponuje teraz wstać od komputera i podejść do szafy z ubraniami. Wyjmujemy wszystko co ma metkę “made in China” i rzucamy na środek mieszkania. Teraz telefon komórkowy, można se poradzić bez niego, spoko… Teraz zabawki dziecka… synku, córeczko, to dla wyższej idei. Telewizor, radio, iPod, kilka naczyń, zasłonki, sztućce, lampka, płyty, odtwarzacz DVD, wieża, kilka rur w ścianie i komputer. Z tym ostatnim poczekajcie, bo związek przyczynowo-skutkowy może przeszkodzić wam w doczytaniu tego do końca.  W każdym razie powinna się uzbierać całkiem spora kupa. Teraz do ręki kanister (byleby nie wyprodukowany w Chinach) i wszystko polewamy benzyną. Następnym krokiem powinno być ogolenie się na łyso i owinięcie czerwonym prześcieradłem (wersja dla zaawansowanych) oraz podpalenie całej kupy złomu, z wrzaskiem na ustach “wolny Tybet”. Tak jak powiedziałem nie mam nic przeciwko Tybetowi, ale dla mnie bunt przeciwko Chinom jest za drogi. Docenię jednak idealistów.

Do tego wszystkiego dochodzi prasa, która całe zjawisko jak zwykle pokazuje jednostronnie… Oj kochamy publiczkę! O ja biedny! Myślałem, że tygiel związany z Moskwą, Monachium i LA należy już do przeszłości, ale, o zgrozo, jednak nie.

Poniżej moje ulubione zdjęcie: Ochraniamy znicz (idea pokoju!) w autobusie, bo pokojowi demonstranci w ochronie Tybetu chcą go zniszczyć.

Znicz pod obstawą w autobusie

Po co czynić zło?! Inni zrobią to za Ciebie.

Komentarze»

1. Emi - kwiecień 8, 2008

Daj im trochę czasu. Zajęło kilka lat antyglobalistom skumanie, że używanie internetu i powiązań międzynarodowych do komunikowania się i wolnego przemieszczania, żeby się spotkać w mieście, które gości szczyt G8 i bicie się tam z policją…wykluczają się wzajemnie. Ale w końcu na to wpadli i już się nazywają alterglobalistami. To znaczy korzystają z wszelakich udogodnień łączących ich z każdym zakątkiem globu, żeby porzucać pomidorami w policję, ale to już nie jest hipokryzja. Trudno im nawet cokolwiek zarzucić. Faktycznie robią zupełnie co innego niz politycy na szczycie.

2. K. - kwiecień 9, 2008

Tak zwany “bojkot chińskich towarów” to nie bojkot towarów WYMYŚLONYCH oraz sporządzonych w Chinach (lub ChRL jak kto woli) tylko bojkot towarów, które zostały WYTWORZONE w Chinach. To się jednak trochę różni o czym niestety niektórzy protestujący w obronie Tybetu zapominają. Nie mam więc zamiaru wyrzucać wszystkiego co ma nalepkę “Made in China”, bo nie uderzę w Chiny, tylko w firmy które tam działają. Chiny na tym wyrosły oczywiście, ale to nie jest własność chińska. Przemysł jest lokowany tam, gdzie jest taniej a Chiny stworzyły dla tak zwanego “zachodu” dogodne warunki dla fabryk wszelkiej maści. Równie dobrze mogłoby się to stać w RPA, Zimbabwe albo w Czadzie. Raczej należałoby namawiać przemysłowców, żeby wycofali się z Państwa Środka i poszli sobie gdzie indziej. Ale ta opcja jest trochę bez sensu, prawda?

Co do tego nieszczęsnego Tybetu. Mówi się, że olimpiada jest świętem sportu. Oczywiście jest. Ale olimpiada to również wielkie wydarzenie społeczno-kulturalno-polityczne. Każdy kraj który miał i ma okazję organizować takie wydarzenie ma wielką okazję pokazać się z JAK NAJLEPSZEJ strony choćby tylko ceremonią otwarcia i zamknięcia. Pamiętaj, oglądając te ceremonie, że w tym samym czasie armia chińska może dokonywać pacyfikacji miast i klasztorów tybetańskich. Jakoś to nie pasuje do atmosfery święta, prawda? I wiesz co? I nikt tego nie zauważy, bo oczy całego świata będą skupione na ZNICZU olimpijskim. Bo znicz przyniósł nie tylko święto sportu do tego kraju. Dał też moc odwrócenia uwagi świata od spraw bardziej istotnych.

Aha. I jeszcze jedno. Agresja “obrońców Tybetu” nie jest skierowana przeciw ludziom biorącym udział w sztafecie. Według mnie, to agresja przeciw pewnemu symbolowi jakim staje się znicz olimpijski w rękach narodu który ma krew na rękach. Zgaszenie znicza nie wyzwoli Tybetu. Ale zmusi do zadania pytania, dlaczego tak Ci ludzie o to walczą.

A prasa? Cóż… Ilu znasz dziennikarzy, którzy dany temat pokażą w pełnym świetle i bez komentarza?

3. kiju - kwiecień 11, 2008

Chiny wyrosły na przemyśle, a wszystko opiera się na tym, że ten przemysł wynika z wyzysku pracownika. Przedsiębiorcy umieszczają tam swoje fabryki ponieważ siła robocza jest tania. Jest tania co zapewnia większą produkcję i w rezultacie tańszy produkt, na który jest większy popyt. Nie mów mi, kupując tego produktu nie popieram polityki wewnętrznej Chin, bo to czysty konformizm. Gdyby przedsiębiorca nie mógł sprzedać wyprodukowanego tam produktu, to by tam nie produkował.
Jeśli chodzi o “wydarzenie społeczno-kulturalno-polityczne” olimpiada odbywała się podczas wielu konfliktów. Pozwolę sobie choć powtórzyć wcześniej wspomniane Los Angeles i Moskwę, kiedy dwa wrogie kraje będące w nieoficjalnym stanie wojny poprzez sport znalazły nić porozumienia. Abstrahując już od tego, faktem pozostaje, że Olimpiada jest świętem sportu i jeżeli ktoś dodaje jej całą “polityczną” otoczkę czyni źle i wbrew jej idei. Wypacza jej znaczenie.
Co do dziennikarzy czasem zapominam, że też należą do masy…

4. Emi - kwiecień 11, 2008

Pozwolę sobie na cytat z burmistrza Sopotu: “Sprawa Tybetu powinna być rozwiązana jako taka, ale nie przy okazji olimpiady”. I taka jest prawda. Ci, którzy walczą o wolny Tybet walczą o niego cały czas. Rozgrzebywanie tematu przy okazji olimpiady jest oczywiste, bo skoro się już mówi o igrzyskach, to można coś jeszcze przemycić. Szkoda mi mnichów i wszystkich zwykłych mieszkańców Tybetu, że nie mogą żyć tak jak by chcieli, zgodnie ze swoimi prawami i religią.
Ale też szkoda mi sportowców, którzy całe życie swoje poświęcają sportowi, lata zajmuje im przygotowywanie się i zbieranie formy, którzy potrzebują dopingu kibiców. A trenerzy boją się ich puścić na jakikolwiek wywiad, bo zamiast pytań o formę będzie nie wstyd Ci Otylko, że najpierw zabiłaś brata a teraz zabijasz Tybetańczyków?”. Przecież tak to będzie wyglądało!