29 lutego luty 29, 2008
Posted by kiju in Uncategorized.trackback
Ten wpis jest z czystej przyzwoitości, a przecież wszystkim wam wiadomo, że wielce przyzwoitym człowiekiem jestem. Powiedzmy sobie szczerze, kiedy będę miał znowu okazję napisać 29 lutego? Jak ktoś słusznie zauważył będę już po trzydziestce, a to skłania do refleksji…
Podsumowujemy 4 lata, a przynajmniej to co z nich pamiętam.
Najpierw muszę wspomnieć o Schae Harrison. Moja uwielbiana gwiazda z Łysych i Pięknych o piersiach jak melony i talii osy okazała się być zwykłą szmatą, nie wartą mojej nieskalanej boskości (jeszcze przez kilka lat boskości, a co do nieskalaności może też nie do końca, ale kto pierwszy jest bez grzechu, niech bla bla, każdy wie jak to dalej idzie). Wchodzę sobie na znany serwis filmowy (nie będzie reklamy jak nie płacą :P) aby popodziwiać moją muzę aktorską, a tu co? Okazuje się, że Darla Einstein jest żonata! Z jakąś popłuczyną aktora - Micka Caina (który w łysych gra CJ’a, beznadziejna rola). Umarła ostatnia platoniczna miłość. Dodam jeszcze jedną rzecz związaną z Modą. Pragnąłem to jakoś rozrysować, nawet próbowałem na jednym z nagrań gdzie Deacon ponownie biadolił Brooke o dziecku poczętemu z ich naiwno… tfu! namiętności. Nie wyszło. Ktoś to zrobił za mnie i należy docenić. Oto dzieło:
Sprawę łysych uznaje za zamkniętą.
Punkt drugi - zostałem przestępcą. Dzisiaj tłumaczyłem to Filippo, a więc mogę jeszcze raz. Nie tak łatwo ma się opinię łajdaka. Większość ludzi myśli, że to tak hop i już! A tu człowiek musi się starać i ciężko na to pracować przez całe życie. W liceum miałem 600-800 osób. Myślicie, że jak ktoś zbił okno, a wychowawczyni z dyrektorką krzyczały: Kijewski! to się znikąd wzięło? Otóż nie! To był kawał harówki, z naciskiem na słowo kawał. Do czegoś jednak zmierzam. Człowiek nigdy nie może spocząć na laurach. Człowiek się przez całe życie rozwija. Biorąc pod uwagę, że pomimo, szeregu moich zalet mam też kilka wad, śmiało zatem uznam się za człowieka i się “rozwinę”. Zostałem przestępcą… Nie byle jakim! Nie kradnę torebek, nie zrywam łańcuszków, nie jestem dresiarzem, a nawet narkomanem grasującym ze strzykawką - jestem przestępczą elitą! Jestem fałszerzem. Biorąc pod uwagę, że mam kolczyk i dziewczynę z dziarą, to już w ogóle och i ach. Chwała kanarowi, że uczynił mnie tym kim jestem i pozwolił się powoli stoczyć.
Po trzecie nauka. Wciąż czuję się niczym ojciec braci z “Ostatniego filmu o legii cudzoziemskiej”, który kiedy go nie zapytano wciąż był żywy umierający. I tak kilkadziesiąt lat. To tak samo jak z moimi studiami. Wciąż żywe umierające. I wciąż, jeśli ktoś ma wątpliwości: Moje.
Ciągle nie mam dzieci ani żony, ani nawet psa. Moi znajomi pożenieni, albo przynajmniej dzieciaci, a ja nie chowam maleństwa… smyka… szkraba… latorośli… pędraka… pasożyta… trutnia w zasadzie. W każdym razie jak się pojawi będzie największym pomiotem szatana na osiedlu, albo ostatnią dziewicą na kwadracie… O kobietach zachowawczo nie wspominam, choć do dzisiaj pamiętam zakład/wieszczenie dokonane przez Sapieja, że trójki Drombo - Ja, Michałowski i przed chwilą wspomniany Sapiej jestem pierwszą osobą typowaną do ożenku.
Cały czas oglądam filmy, jaram trawkę, piję i plączę bez celu. Nie mam lokum, a zainteresowania się nie zmieniły. Infantylizm cały czas jest moim skrytym hobby i ostatnim fortem młodości, a jak mi b… szatan miły, mam syndrom mijanych lat. Szczególnie że cały czas słucham rocka, a nowe elektroniczne wynalazki i murzyni z łańcuchami na szyi (myślałem że mieli tego dość, a teraz sami się zakuwają) mnie najnormalniej w świecie przerażają(Rob Zombie to co innego).
Dobra moi drodzy, nie chce mi się więcej pisać, bo mnie jeszcze sentymenty złapią, albo wejdę na naszą klasę. Pozdrówcie mamy, ucałujcie dziadków, zabijcie kuraka ku chwale szatanowi i żyjcie dalej, może wam wychodzi to lepiej. Ceńcie jednak najbardziej to, że to wasze życie i żaden cholernik się wam do niego nie wtrąca. Taka chińska mądrość mi wyszła z ciasteczka.
Szatan panem, gramy rocka dalej, no i oczywiście… czynimy zło!
Poczułam się trochę jak element Twojego bandyckiego imidżu. Nie zmienia to faktu, że Rob Zombie gra industrial. A wielce rockowy hicior, który leci teraz z Twojej playlisty nazywa się “see you when you get there” i wykonywany jest przez czarnego Coolio ze złotymi łańcuchami. W ogóle jak syndrom mijającego czasu może dotknąć kogoś, kto zadowolony z siebie oznajmia “Już nie gram w World of Warcraft! Kurs dolara jest taki, że mi się opłaca płacić za oryginalny serwer Lord of the Rings Online.”