jump to navigation

Pan wirtualnie nie istnieje listopad 16, 2007

Posted by kiju in Uncategorized.
Tags: , , ,
trackback

Przypomniała mi się pewna historyjka: Pewien facet ubiegał się o posadę sprzątacza w Microsoft. Przeszedł rozmowę kwalifikacyjną, chcą go zatrudnić i omawiają z nim już ostatnie szczegóły. Pracodawca mówi mu:

- Niech mi pan poda e-mail, to prześle panu informacje, o której godzinie i gdzie ma się pan stawić.

- Ale ja nie mam e-maila…

- Jak to pan nie ma? To znaczy, że wirtualnie pan nie istnieje! Jak pan w takiej sytuacji wyobraża sobie współpracę z nami? Przykro mi, ale nie mogę zatrudnić osoby, która nie istnieje.

Odprawiony z kwitkiem facet przechodził obok straganiarza i wziął kilogram jabłek. Kilkaset metrów dalej był wielki market, w którym też były jabłka, tylko, że o wiele drożej. Stanął więc z tym swoim kilogramem i opchnął go byle komu za pieniądze większe od chłopskich ale mniejsze od marketowych. Widząc, że to działa zaczął tak kursować z siatą i tak rozpoczął swój interes. Teraz prowadzi jedną z największych firm handlujących warzywami i owocami w Stanach. Pewnego dnia postanowił on zabezpieczyć rodzinę i wykupić polisę na życie. Kiedy agent obgadał z nim już szczegóły, tak oto rzecze:

- Niech mi pan poda e-mail, to wyślę panu resztę dokumentów.

- Ale ja nie mam e-maila…

- Niemożliwe! Taka wielka firma?! Jak pan sobie radzi bez e-maila? Niech pan zobaczy, do czego pan doszedł i niech pan pomyśli do czego by pan doszedł posiadając konto internetowe.

-Byłbym sprzątaczem w Microsoft…

Ta historyjka jest dla mnie pocieszeniem. Luthien pokazała mi dziś myspace Godsmacka i stwierdzam: Cholera! Istnieje ktoś kogo nie ma tam, na gronie, czy na innym wymyśle z serii Internet 2.0? Bez kitu czuje się jakoś wybrakowany! Dobrze, że na gronie chociaż jestem. Takie przemyślenia mi się pojawiły, bo rozpaczam też nad swoją osobą. Gdzie te piękne czasy, kiedy szedłem sprawdzić coś w encyklopedii , a nie na wiki. Czy gdyby dzisiaj wysiadł komputer to ja, inni ludzie, a już na pewno pokolenie któryś z rzędu X, byłoby w stanie coś wyłowić z gąszczu przeintelektualizowanej dżungli? Obawiam się, że łatwiej jest rozwalić dzisiaj ludzkość wyciągając wtyczkę, niż wcześniej wywalając nam kilka atomówek nad głową.

Jak przyszedłem na świat...

Jak przyszedłem na świat...

Zło!

Komentarze»

1. Ania - listopad 16, 2007

Ja jestem na gronie, nie mam swojej strony ani myspace, tylko blog. Żyję i dobrze mi z tym, choć pewnie niektórzy zarzuciliby mi że się od świata izoluję i nie korzystam z możliwości poznawania nowych ludzi. Może i tak, a może i nie. Przynajmniej żyję w realnym świecie, choć czasem bez wirtualnego trudno bywa, głównie gdy trzeba napisać coś na uczelnię bo w necie często znajduje się ładny skrót a w książkach mega bełkot od którego jednak do końca uwolnić się nie dam rady. Realny świat może nie za duży mam ale lubię go i jakoś nadal wolę poznawać ludzi fizycznie niż elektronicznie (choć i to mi się czasem zdarza), choć przyprawia mnie to zawsze o ogromny lęk.

Co do tego że: “Przecież Emi mnie bez przerwy za coś jebie :/”, to bez przerwy jak was widzę to mnie aż mdli bo nawet jak jesteście:P złośliwi to słodcy. Lukier się leje strumieniami.:D Może być czarny, ale lukier.;);D
:*

2. K. - listopad 16, 2007

Ja mam tylko maile i blog i na nim bardzo mało o mnie wiadomo, więc nie jesteś sam;)

Ja mam tak, że właściwie to nie potrzebuję istnieć w jakiś internetowych społecznościach i jakoś mi z tym nie jest źle. Powiem nawet coś więcej – gdy zaczynam orientować się, że miejsce do którego trafiłem jest naprawdę duże to od razu się cofam. Mam tendencje do prób ogarniania jakiegoś zagadnienia, czy miejsca w jak największym procencie i jak trafiam na ogromny portal z tysiącami podstron, to od razu mnie to zaczyna napawać lękiem.

Zgadzam się. Jeden porządny impuls elektromagnetyczny i ludzkość wróciłaby do epoki kamienia łupanego.

3. kiju - listopad 16, 2007

Może to by na dobre wyszło? Taki impuls i sru! Budujemy wszystko od nowa, czas naprawić spaprane decyzje :)

4. Peter Poszukiwacz - listopad 17, 2007

Bez posiadania swojego wizerunku w necie można jeszcze -kluczowe słowo, funkcjonować. O ile nie korzysta się z niego w maksymalny sposób jaki on oferuje, inaczej faktycznie bycie anonimowym przeszkadza. Co do posiadania maila to niestety raczej już się nie da, przynajmniej jeśli funkcjonujesz w społeczeństwie, które go ma i używa -a kto tego nie robi?
Wielki impuls i połowa populacji zwariuje, ci odporniejsi wymyślą zaraz alternatywne zasilanie :P

5. Ania - listopad 17, 2007

No to z głowy by był odsiew, nowa forma doboru “naturalnego”.

Muszę gdzieś znowu wyjechać, bez komopa, conajmniej bez netu.

6. Emi - listopad 17, 2007

Ojtam, wielkie sruut od impulsu EM. To byłaby tylko nauczka, po której świat by się szybko podniósł. /Po wojnach tym wywołanych, grabieżach i czymśtam. Przynajmniej by się populacja zmniejszyła/.
Ludzie zawsze uprawiali outsourcing wiedzy, źródeł i doradców. najmądrzejsi byli ci, którzy otaczali się największą liczbą mądrych. net funkcjonuje tak samo jak każda inna społeczność ludzka przez ostatnie dwa tysiące lat. Tylko szybciej i na większe odległości.
gdyby net padł, to byłby problem dla najbogatszych, bo oni najwięcej zarabiają na informacji. System bankowy by padł. Wrócilibyśmy do gotówki a taki Bush, na rancho.

Aniu, ja go naprawdę paskudnie wtedy teges:/ A co najgorsze, to moja była wina a nie jego, za co go skrzyczałam. Jest Kijcze świętej cierpliwości do mnie.

7. Ania - listopad 17, 2007

No ale jakaś sytuacja nie znaczy bez przerwy ;)
Zdarza się niestety i tak
Co nie zmienia całokształtu że jesteście słodcy ;) :*
Jestem ciutkę złośliwa ale ja naprawdę bardzo cieszę się tym jacy jesteście uśmiechnięci i czuli.

8. K. - listopad 17, 2007

Popieram :) Miło patrzeć, że wreszcie ktoś oprócz ciebie cieszy się z bycia kimś.